Powrót na służbę

Niemal trzy lata temu odeszłam z mojej ostatniej fabryki. Spakowałam brzuch i koty i wyjechałam układać sobie życie na Śląsk.

Przez te trzy lata zdążyłam się przeprowadzić 4 razy. I zmieniło się w moim życiu absolutnie wszystko. Albo i więcej. Jak myślę o rzeczach, czy sprawach, które się nie zmieniły, to potrafię wymienić tylko imię jednego kota (który wtedy był słodkim kociakiem, a teraz jest słodkim spaślakiem wielkości tygrysa szablozębego) i wskazać kilka par butów (bo na wsi szpilek w zasadzie nie używałam).

Zmieniłam stan cywilny, nazwisko, urodziłam dziecko, zmieniłam samochód, mam jednego kota mniej, za to kilku nowych przyjaciół, zostałam właścicielką obszarów rolnych na śląskiej wsi, moja szafa wygląda inaczej i inaczej prezentuje się stan mojego konta. Plus takie drobiazgi jak rodzice na cmentarzu i samotne macierzyństwo.

Od poniedziałku zmieni się również oficjalnie mój status zawodowy. Wracam do fabryki. Innej, ale już kiedyś mnie tam widzieli 😉

Jestem podekscytowana i przerażona. Będę musiała godzić rolę fabryczną z rolą matki. Wiem, że się da. Miliony kobiet to robią. Ze wsparciem rodzin i swoich facetów lub bez tego wsparcia. Ale oczywiście spodziewam się, że początki będą trudne, bo zwykle są.

Cieszę się bardzo, bo te trzy lata bez poznawania ludzi, kiepskiej kawy z kawomatów, szpilek, plotek, wyzwań biznesowych i stania w korkach, to były bardzo trudne trzy lata. I bez pensji, która regularnie wpływa na konto. Pieniądze są bez znaczenia, a wiem to pewnie lepiej niż większość z czytaczy, niestety, ale gdy wpływają regularnie, to świadczą o tym, że ktoś twoją pracę docenia. Że ta praca jest warta COŚ. Wychowywanie dziecka jest warte milion razy więcej niż to COŚ, ale niestety nikt za nie nie płaci. A w dzisiejszym świecie, jak coś jest za darmo, to nikt tego nie szanuje. A już najmniej szanują to same matki. Wszystkie „kury domowe” które znam, są z tego powodu zakompleksione. Że owszem, padają ze zmęczenia, że nie wyrabiają, że nie mają czasu się wykąpać tak często jak by chciały, ale no kurcze, wypadałoby robić coś jeszcze. Tylko co. I jak. I kiedy. Bo przecież TYLKO siedzą w domu z dziećmi.

I mnie też to dopadło. I mimo, że dorabiałam dziergając przeróżne projekty, to czułam się kurą domową. Byłam nią. I to robi z mózgu większą papkę niż ciąża, a w ciąży płaczesz na co drugiej reklamie i gadasz do własnego brzucha, mimo że to coś w tobie nie ma jeszcze uszu… 😉 Poziom zniszczeń jest nieogarnialny.

Tak.

Więc cieszę się bardzo, że wracam. Że poszło sprawnie. Że miałam wybór, co chcę robić. Że chciało mnie kilka fabryk. Urosłam tak z 4,5 cm 😉 Wybrałam coś zupełnie odjazdowego, dużego, biznesowego i poważnego, ale z przymrużeniem oka. Zobaczymy gdzie mnie to zaniesie.

Gdzie i kim będę za trzy lata? Nawet nie próbuję zgadywać… Jak po raz kolejny pokazał czas – jedyną stałą w moim życiu jest ZMIANA.

 

15 komentarzy

  1. Anja

    Dasz radę Maleńka!
    Wierzę w Ciebie 🙂
    I jakby trzeba było do popołudniu z Bru zostanę 🙂
    Ściskam!

    Coś mi się zdaje, że wino nam przysługuje niebawem 😉

  2. ilona721000

    Ha! Wiedziałam, że wkrótce skutecznie odkurzysz korposzpilki 😀
    I zobaczysz – ogarniesz wszystko perfekcyjnie – powodzenia!

  3. Powrót Jolindy.
    Będzie trudno jak cholera, ale dasz radę bo nie masz innego wyjścia. Będziesz zmęczona, zgoniona jak chart po polowaniu, ale na bank wcale nie mniej szczęśliwa niż na śląskiej wsi, albo przed śląską wsią bez Decybela. Bo mam wrażenie, że ty właśnie pędząc i robiąc kilka rzeczy naraz jesteś najszczęśliwsza.
    Trzymam kciuki i macham transparentem „Dawaj Jolka!”. Mam tylko nadzieję, że wciąż znajdziesz czas dla nas.

  4. Angelika

    Jola jesteś super przykładem na to ,ze można a nawet trzeba robić coś dla własnego poczucia wartości ,,, ja jestem na etapie zgadywania co bym chciała albo mogę robić a to już niedalekie od zaczęcia .
    Pozdrawiam mocniutko uwielbiam twoje wpisy.

  5. tantawi

    No, kochana, ten dzien nieublaganie nadszedl. I teraz wpisy beda raz na miesiac, trzeba bedzie to jakos przetrwac 😀 A tak powaznie, to ciesze sie, ze Ci sie uklada po tych wszystkich cholernych burzach, zakretach i „odparzeliskach” , jak to mowi moj Dziadzio. Wierzyc w przeznaczenie, czy nie – uzda w ryj i do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.