Prezent od siebie dla mnie

To, że moje życie zrobiło ostatnio kilka fikołków, sprawiło że inaczej patrzę na pieniądze, przyszłość, odchudzanie, oszczędzanie i to, co wypada, a co nie. Życie jest tak cholernie krótkie, że wybrałam, codziennie wybieram, żeby żyć zgodnie z tym, co JA chcę i jak JA chcę. Oczywiście nie pluję nikomu do kawy, ani nie wyjadam nieswoich rzeczy z firmowej lodówki, a przynajmniej nie wtedy, gdy ktoś patrzy 😉

Jakiś czas temu zaplanowałam wypad do Paryża. No ale wiadomo, w Paryżu za darmo to można jedynie gołębim gównem w beret zarobić. No i wyrzuty sumienia. Że to jakby sporo kosztuje, że przez weekend wydam pewnie tyle, co przez tydzień z dzieckiem w Chorwacji. To było jeszcze przed wyjazdem, bo teraz, gdy jestem po, marzę, żeby jednak nie wydać tyle, co w Chorwacji 😉

No ale kupiłam bilet i jutro lecę. I cieszę się ogromnie. Bo to będzie wyjazd dla mnie. Bez dziecka. Spędzę go po dorosłemu przy ślimakach i szampanie 🙂 I spędzę go w świetnym towarzystwie.

I teraz uwaga. Będę tam z dwiema dziewczynami. Obie poznałam przez bloga. Obie w nanosekundzie stały się nieusuwalną częścią mojego życia. Z jedną objechałam pół świata, a druga przygarnęła mojego kota, gdyż jeden z moich włochatych synków chciał zabić go po przeprowadzce ze wsi do mieszkania.

Jest to doskonały powód i wyjaśnienie, dlaczego przez te 12 lat, nieustannie piszę bloga. Te dwie laski + dziesiątki innych wspaniałych ludzi, których poznałam przez bloga + niemal kosmiczne (bo większe od zera) liczby osób, które przeczytały mojego bloga całego i/lub są ze mną od wielu lat. To jest magia 🙂

Tak.

I szykowałam się na ten Paryż trochę jak do pożarcia kubełka lodów i wypicia do tego butelki drogiego szampana. Niby fajnie, ale wyrzuty sumienia jednak troszeczkę. Guilty pleasure.

A wtedy nadszedł dzień wczorajszy i wykosił wszystkie wątpliwości. Bo tak około 10 wybierałam wraz z zespołem prezent ślubny dla koleżanki z działu. A gdzieś tak o 11 dowiedziałam się o śmierci i pogrzebie kogoś z mojego poprzedniego zespołu pracowego. Kogoś bardzo ważnego, z kim blisko pracowałam. O 16-tej przykryto grób kwiatami, słońce świeciło, dług publiczny rósł, a ludzie rozeszli się do swoich biegaczek i bieżączek. Ja też.

Wszystkim Wam i sobie życzę, żebyśmy się pięknie zestarzeli i żebym mogła pisać o tym, jak mnie wkurzają te młode opiekunki, które przychodzą mi zmieniać pieluchy i nacierać maścią blizny po operacji biodra. Żeby mnie wysokość mojej emerytury doprowadzała do łez, a ubytki w słuchu do zgrzytania zębów sąsiadów, którzy razem ze mną będą słuchać dawno niemodnych kawałków Justina czy Riri. Ale przyszłość jest nieprzewidywalna.

Scenariuszy jest kilka.

Mogę np. totalnie odlecieć i przenieść się do Azji, żeby żyć na pograniczu plaży, dżungli i drogiego hotelu, z którego śmietnika zawsze coś sobie fajnego do jedzenia upoluję. A poza tym kraby pieczone w ognisku i dużo owoców.

Może Brunon znajdzie sobie obrzydliwie bogatego chłopaka, a geje to dobre chłopaki, więc umieszczą mnie w jakimś miłym domu starców na wybrzeżu Francji, albo przy winnicy. Koniecznie z wysokim współczynnikiem maskulinizacji.

Albo wreszcie wydam książkę o moich głupawych przygodach, ktoś z tego zrobi film, taką trochę Bridget Jones i będę se żyła skromnie, ale na wino do końca życia mi wystarczy.

No albo wcale nie dociągnę do daty kupienia kolejnego mojego-już-na-zawsze-własnego mieszkania/domu, więc zupełnie niepotrzebnie próbuję oszczędzać. Bo COŚ. Nawet nie próbuję zgadywać.

 

Nie wiem, co będzie za 10 lat, nie wiem, co będzie za 5. Nawet od teraz za rok, to dla mnie za daleko. Bo jak nie ma już zakrętów, to zawsze mogą się trafić górki i dołki. A jak droga prosta, to lawina gówna 🙂 Zawsze coś.

Więc postanowiłam, że będę żyła, jakby nigdy nic.

 

32 komentarze

  1. Jolanta

    Wlasnie, o to chyba w zyciu chodzi. A czlowiek sie zamecza, jak uparty dazy do sam-nie-wie-czego!
    A dzis to bym……… no nie, roznosi mnie!! A jestem +- w wieku Twojej Maminy :), lub cos kolo tego. Zyj, dziewczyno, baw sie dobrze, z Decybelem i bez Decybela, On na swoje ma duuuuzo czasu. A jak bedziesz gdzies miedzy Panama i Nikaragua, to wpadnij. Pozdro, Jola

  2. Ula

    Też co jakiś czas mam taki zimny prysznic i postanowienie, żeby więcej robić dla siebie, bo nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Baw się i świętuj każdy dzień.

    Czytałam Cię kiedyś, zniknęłaś (a przynajmniej ja Cię zgubiłam), udało mi się znów znaleźć Blogusa, więc przeczytałam też cały Przystanek Śląsk, żeby wiedzieć co się zadziało. Uwielbiam Twój humor i przygody, faktycznie godne ekranizacji a la Bridget 🙂

  3. Ladaco

    Jestem na zakręcie, moje zycie tez poskładalo sie jak Twoje, najpierw totalna przeróbka i z panny miejskiej stałam sie wiejska,a teraz szykuje gniazdo dla mnie i potomka w mieście. Tylko z deprechy wyjsć nie umiem. I mimo, ze działam to jednak wszystko toczy sie gdzieś obok mnie. Da sie jednak czerpać to zycie garściami?

  4. Gosia

    Joluś, udanego wypadu i wypij za mnie kalekę 😉 zdrówko choć łyczkiem szampana nad Sekwaną, może być nawet w towarzystwie Qasimodo hihihi

    Uwielbiam Ciebie <3

  5. Jak zawsze masz rację. Nie wiadomo co nas czeka za rok, miesiąc czy nawet za dzień. Ja od paru lat się uczę nie oszczędząć na nie-wiadomo-co, wyadwać na to na co mam ochotę, robić to na co mam ochotę i jeszcze nie żałować. Ludzie odchodzą zbyt szybko i zbyt często 🙁
    Za blogowaniem, które pozwala poznawać fajnych ludzi tęsknię, ale może się ogarnę na zimę. Na razie udało mi się dodać do grupy losowo poznanych fajnych ludzi, ludzi z instagrama i couchsurfingu 😀

  6. Rob35

    Przez kilka lat mieszkałam we Francji. Na początku pobytu bardzo oszczędzaliśmy, a tu jak na złość zachwycił nas wielki, solidny, dębowy stół – ładnych parę tysięcy franków. Szczypaliśmy się aż do momentu, kiedy z lasu wyskoczył dzik, wprost pod pędzący samochód mojego męża. Dzik poturbowany, samochód poturbowany, mąż rozdygotany na maksa. I wtedy postanowiliśmy oboje, że trzeba kupić ten stół. Jutro, natychmiast. Na przekór wszystkim czyhającym dzikom.
    Mieszkania zmienialiśmy, samochody zmienialiśmy. Stół jest z nami do dziś. Ciągle piękny, bo naprawdę solidny, z litego dębu.
    Życzę Ci solidnych wrażeń z Paryża! Bez skąpienia sobie.

  7. Zitalianizowana

    Cudownego Paryza!!!
    Dziekuje za ten wpis…sama to sobie powtarzam tak +- od tygodnia…
    Baw sie dobrze i dryfuj radosnie na falach szampana

  8. annavongundk

    A ja czekam na zdjęcie butów…w najskromniejszym przypadku. Proszę, abyś w imię życia na pełnej petardzie popełniła taki szoping, który będzie Ci to przypominał przez cały rok (nie koniecznie bólem karty)… na prawdę, taki francuski challenge! 🙂 ah, no i kieliszek Kir Royal też koniecznie. Przyjemności!

  9. ilona721000

    Mknie rok za rokiem jak jedna godzina, więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę w złudnej przyszłości obietnice płoche…
    ‚Carpe diem nieustannie zadziwia mnie swą aktualnością – nawet mówi o klarowaniu wina we Włoszkolandii 🙂
    Chłoń życie tu i teraz, na Montmartre, pod Eiffelem czy gdziekolwiek indziej – ma smakować arbuzowo!
    buziaki 🙂

  10. Margolcia

    Też kiedyś dawno czytałam Twego bloga to było chyba na wyborczej z jakieś …. nie mam pojęcia 10 lat temu. Czy tamten blog jeszcze gdzieś istnieje? Ponoć w necie nic nie ginie. Byłam w wielkim szoku jak zaczęłam czytać przypadkiem Nowego na nowo. Pozdrawiam ciepło. Cieszę się, że piszesz.

  11. tessa

    Jedz i baw sie dobrze,tylko blagam,bez namotu;)
    Ze tak sparafrazuje Goehtego-zycie jest za krotkie,zeby spac w namiotach;) no bo, ze dobre wino pic nalezy, to oczywista oczywistosc,a w Paryzu go nie braknie:)

  12. Jolko. Znasz bardzo dobrze powiedzenie „lepiej coś zrobić i tego żałować, niż nie zrobić i żałować że się nie zrobiło”
    Wyrzuty sumienia za Paryż, osłodzą ci paryskie wspomnienia. Lepiej myśleć: nie mam kasy bo wydałam na wypad do Paryża, niż tylko „nie mam kasy”.
    Jak sprzedasz historię swego życia to pierwsza polecę do kina.
    Bym cię do Szwecji zaprosiła, ale.
    Szpilek się tu nie nosi. Szampana raczej nie pija. Puby zamykają się 22. To po co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.