Rocznica repatriacji

Dokładnie rok temu przyjechałam do Wawy po epizodzie na Śląsku.

Rozpakowałam milion kartonów, nakarmiłam koty, otworzyłam wino. I już. Byłam u siebie. Ciekawe, jak bardzo pojęcie „domu” zmienia się, gdy masz za sobą kilkanaście, a może już nawet -dziesiąt przeprowadzek. Cygańska dusza 🙂

Rok temu byłam w głębokiej. Po przejściach z rodzicami, doszły przejścia z ojcem dziecka. Teraz patrzę na to ciut inaczej, ale wtedy miałam do siebie ogromny żal, że nie zauważyłam, że związałam się z kosmitą… Łatwo pomylić różnice kulturowe i trudności w komunikacji z zielonymi czółkami 😉

Przez ten rok wróciłam do gry. To znaczy zasadniczo prowadzę życie, jakie prowadziłam przed wyprowadzką z Wawy. Nawet szpilki odkurzyłam i czasami używam. Mam blisko przyjaciół, mam niedoczas wieczny, mam fajną robotę i masę życzliwych ludzi dookoła siebie. Często mam pod górę, bo samotne macierzyństwo to nie lukrowany torcik, ale też cała masa rzeczy układa się zadziwiająco dobrze.

Dom na Śląsku sprzedany. Naprawdę ciągle mnie bardzo bawi, że zamieszkała tam Polka z Holendrem. I ich koty. W tej wiosce mieszka kilkaset osób, nie? I nie jest to podwarszawa, podkraków, czy chociażby podłódź. To jest podracibórz 🙂 Dwa spożywczaki i kościół. Ufo we wsi zostało, tylko troszkę w innych kolorach. Myślę, że nikt się nie pokapował, że coś się zmieniło. Nooo, może sarny zauważyły, że mnie nie ma i tęsknią, na co bardzo liczę…

Ale co jest ciekawe, czego się totalnie nie spodziewałam, to że muszę przyznać Holendrowi rację. Jak się rozstawaliśmy, a dodam że nie był to mój pomysł, to powiedział mi, że w zasadzie to on mi oddaje przysługę. Bo wrócę „do siebie”. Wtedy wybuchnęłam histerycznym śmiechem. A może płaczem. Pewnie jedno i drugie. Ale teraz myślę, że miał rację… Przedziwne, prawda?

I teraz następują przemyślenia rodem z wieczorowego kursu dla filozofów.

Że naprawdę każdy syf może zmienić się w złoto. A każde złoto, może się okazać syfem. Wszystko zależy od nastawienia i punktu widzenia.

Bo tak:

Miałam wszystko. Rodzinę, związek, kasę, spokój, stabilizację, kocie drzwiczki, pełną winniczkę i piękne widoki za oknem. W ciągu kilku miesięcy straciłam wszystko. Wszystko. Rodziców, związek, dom, spokój, oszczędności włożone w nowe życie. Wszystko poszło się gonić.

Ale jak spojrzeć inaczej, to mimo, że straciłam wszystko, nadal zostało mi wszystko. Wszystko co najważniejsze, żeby pójść dalej. Zdrowe dziecko i przyjaciele. I optymizm.

I jakoś poszło… I jest dobrze. Nie idealnie, ale jednak wspaniale 🙂

 

Pamiętam, jak pracowałam w jednej z najfajniejszych firm na polskim rynku, w telekomie. Było fantastycznie. Robiliśmy wspaniałe rzeczy. Kasa się lała strumieniami na konta pracowników, ale też na projekty, na zabawę, na rozwój, na co tylko znalazło się rozsądne uzasadnienie. I nie mogłam sobie wyobrazić lepszej pracy, w lepszym środowisku. Młodzi, ambitni, fajni ludzie. I wiecie? Zawsze znalazła się osoba na niemal identycznym stanowisku, która całkiem wprost nazywała swoją pracę najgorszą pracą świata. Zawsze byli niezadowoleni i wkurwieni… I to się powtarzało przez wszystkie fabryki, w których pracowałam.

 

Bo naprawdę nie jest ważne, co trzymasz w ręku, tylko jak na to patrzysz.

 

To był chujowy rok. Ale, co znacznie ważniejsze, był to też wspaniały rok.

 

23 komentarze

  1. Renfre

    Tak ten rok to sinusoida u mnie też, a teraz czekam na Twoja ksiazkę;) Bo przegapilam spory kawalek Twojego poprzedniego zycia. Nie wczytywal mi sie wtedy blog na strasznie husteczkowym internecie mobilnym. Wtedy mialas psa, kupilas dzialke z gigantyczna iloscia krzaczorow. Tym bardziej jestem ciekawa fabuły.

      • Renfre

        Udalo mi sie wrocic jak jeszcze bylas w Wawie, wiec ostatnie kilka zwrotow akcji byłam na bierzaco, to co dostepne bylo w sieci to juz dawno nadrobione ale do starego blogusa nadal blokada

  2. Mam tak samo. „Bo naprawdę nie jest ważne, co trzymasz w ręku, tylko jak na to patrzysz.”
    To mógłbyc kijowy rok a był wspaniały. W sumie cieżko sie dziwić skoro był to rok w którym poznałam w końcu Jolkę 🙂
    Wypijmy za patrzenie pod dobrym kątem.

  3. roroism

    kurka blaszka…
    jako czytaczka nieogarnelam teo tak szczerze mowiac…

    …to mi przypomnialo mojeo katalana – byl swietn tylko w oole nei oge sobie przypomniec o co mi chodzilo….

  4. ilona721000

    No to teraz będzie tylko ok. Nie będę się powtarzać, że dzielnaś, mądraś itp., bo to oczywiste jest.
    I pisz częściej, to takie moje egożyczenie pod choinkę 🙂
    Buziaki przedświąteczne!

  5. Grazyna1

    Tym co przeszlas mozna by obdzielic pare osob. A wszytko spadlo na Ciebie i przetrwalas. Mysle ze masz taki extra gen szczescia, ktory pomaga patrzec do przodu. Dziekuje za bardzo ciekawy opis roku – zycia i zycze wspanialych Swiat.

  6. Anja

    Niech moc, optymizm, przyjaciele i duża wina zawsze będzie z Tobą :*

    P.S. Jakbyś zaobserwowała u siebie braki w winie to wal jak w dym. U mnie zawsze pod dostatkiem 😉

    I wiesz co? Fajnie, że jesteś :*

  7. hornet

    17 grudnia to i dla mnie pamiętna data… Teraz trochę smutna, ale życie musi toczyć się dalej:)
    Masz rację, wszystko zależy od tego, jak się patrzy na życie. Nie wszyscy umieją, a nasz narodowy pesymizm podlany sosem bezinteresownej zawiści raczej nie ułatwia pozytywnego nastawienia do rzeczywistości. Ty to umiesz, ale to wciąż rzadkość. Zwłaszcza wśród ludzi młodych, co mnie niezmiernie dziwi.
    Wychylę szklaneczkę za Twój powrót, Twoje szczęście:) Jesteś wariatką:) Kiedyś też miałem to szczęście bycia szalonym:) I przynajmniej mam dobre wspomnienia z odległej przeszłości;)

  8. Pi

    Cały ten blog to jakaś psychoterapia dla ubogich oraz korespondencyjny kurs filozofii. Niestety teraz w internetach rządzi motłoch kontent juser dżenerejszyn. Co lepsza pańcia mieszka w słoikowie Wilanowie, wszystko ma na raty we frankach, torebki majkel kors a w głowie
    S I E C Z K A. No i ma bloga . Tu identycznie. Zeszyt w linie sobie kup i rób wprawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.