Końcówki jolki

mam takie hobby.

inne niż kupowanie butów, w których nie chodzę, bo mają prawie tyle cm obcasa, co ja lat.

inne niż picie wina.

zaskoczyłam sama siebie, gdy to odkryłam.

otóż uwielbiam kupować lakiery do paznokci.

kupować.

bo malować bardzo, bardzo nie lubię.

ale, że bardzo mi się podobają zadbane, ładnie pomalowane paznokcie, to kupuję lakier i łudzę się, że tym razem się uda… bo fajnie byłoby mieć takie śliczne, ogarnięte końcówki jolki.

maluję w pełnym skupieniu. krople potu na czole, język na brodzie, wielopunktowe oświetlenie, wszystkie przyrządy ułożone na różowym niepuchatym ręczniczku. puchaty się klei do mokrych paznokci.

pierwsze malowanie jest jak pierwszy naleśnik. tyle, że pies go nie zje…

zmywacz i kosz.

drugie malowanie idzie zwykle lepiej, bo morale jeszcze wysokie. idzie dobrze, ale że to już drugie podejście, to zwykle zdarzy się jakieś kichnięcie i wycieranie nosa chusteczką, co nieubłaganie prowadzi do wycierania paznokci. no albo siku. po przecież tylko trzy razy się dowysikiwałam przed rozpoczęciem operacji SZPONY.

trzecie malowanie. PIĘKNIE. jest pięknie. jeszcze tylko utwardzacz, 5 minut spokoju i taaa-daaa.

i przy dziesiątym palcu okazuje, że się chuj tam pięknie, bo poprzyklejały mi się kocie włosy. mogłabym je pewnie zignorować, ale już je zobaczyłam i nieodzobaczę, widzieć je będę od teraz do zawsze.

zmywacz.

w tych okolicach zwykle następuje zmiana koloru. bo może jednak spróbuję tego lakieru, co to go kupiłam za pół wypłaty i sam miał wskakiwać na płytkę paznokcia, zagnieżdżać się i zostać ze mną na zawsze.

ale może położę pod to odżywkę. odżywka jest spoko, bo mogę mazać aż do łokci, tak jak lubię.

lecimy, odżyweczka, pierwsza warstwa, druga. ho ho, utwardzacz. o ho ho, jak pięknie, full pro… ho ho hooooojapierdolę, co to za bąble?!?!

odżywka nie lubi się z lakierem, lakier z utwardzaczem, albo paznokcie zaczęły mi dość intensywnie gnić, bo na powierzchni zrobiło mi się milion pęcherzyków powietrza.

nosz w dupę…

z daleka dobrze, ale z bliska, jakbym miała paznokcie pokryte lakierowaną skórą żaby.

celem uratowania całości pociągam paznokcie jeszcze jedną, grubą warstwą utwardzacza żelowego uv, czy kurna innej ściemy.

przez 10 sekund wygląda obiecująco, ale potem niestety żabia skóra wyłania się na powierzchnię.

rezygnuję z dalszej walki, włączam tv, sikam w majtki i SCHNĘ. nie może być przecież tak źle. idę spać.

rano, w dziennym świetle okazuje się, że to wcale nie żabia lakierowana skóra, z która się już w zasadzie pogodziłam. moje paznokcie wyglądają, jak pokryte cukrem? nie. OWSIKAMI.

ZMYWACZ, ZMYWACZ, ZMYWACZ…

widzicie już to?
to jeszcze dorzucę malowanie paznokci u nóg. może dlatego, że są dalej od mózgu niż dłonie, zawsze o nich zapomnę. i przypomnę sobie, gdy paznokcie u rąk są względnie gotowe…

więc malowanie stóp rękoma, które dopiero co są pomalowane, nie ma większego sensu. to mnie jednak prawie nigdy nie zniechęca. więc mamy kolejną iterację malowania dłoni. plus kilka podejść do raciczek, wiadomo…

lakiery lądują w szafce. kupuję mleczną odżywkę i z radością maluję aż po łokcie.

ale po dwóch tygodniach znów się na mnie rzuci jakiś kolor, albo obietnica super płaskiego pędzelka, który załatwi wszystkie moje problemy na cacy. dlaczego ja wcześniej nie próbowałam super płaskiego dużego pędzelka? jak mogłam bez tego żyć?

w ten oto sposób zebrałam dość pokaźną kolekcję lakierów, utwardzaczy, odżywek i osprzętu, który miał totalnie odmienić moje paznokciowe życie.

opowiadałam to wszystko przyjaciółce ostatnio. a ona mi na to, bezczelna małpa, że może bym spróbowała malować paznokcie na trzeźwo…

no ale jak na trzeźwo. maluję tylko, jak mam czas dla siebie, czyli wtedy, gdy nie mam uczepionego mnie dziecięcia. a jak nie mam rąk zajętych dzieckiem, to wiadomo, że one same jakoś tak sięgają po butelkę i korkociąg… i lakier 😉

12 komentarzy

  1. Patrycja

    Ha mam dokładnie to samo 🙁 tylko u mnie jest trudniej bo mam Hobbicie stopy i dłonie 🙁 na trzeźwo też mi nie idzie 🙁 dostałam nawet lampę od Ani i nic koszmar jakiś 🙁

    • Jolinda

      Hobbicie stopy i dłonie?? 😀 W sensie włochate?? 😀

      Na trzeźwo, to ja się takich wyzwań nie podejmuję. Dopiero alkohol uwalnia we mnie chęć mierzenia się z niemożliwym ;)))

  2. magda z I b

    nie wiem co jest bardziej wyszczuplające i mózg i portfel. twoje lakiery? czy moje zakupienie zestawu do robienia super duper paznokci żelowych? bo raptem pół roku później wyczytałam że lampa utwardzająca żel powoduje raka!

    a tyle win mogłam za ten zestaw kupić…

  3. przydałaby się jakaś niewolnica…albo jeszcze lepiej niewolnik…W czasie upałów by wachlował, wino pilnował by się chłodziło, nalewał, masaż pleców i stóp, a manicure w bonusie…

  4. nemesis_game

    OMG, Jolka, miłość do lakierów podzielam, problemu z malowaniem jednak nie (hehe).
    Ale ja żyłam w przekonaniu, że Twoje paznokcie to zawsze pieszczone są przez panią zwaną kosmetyczką….
    A teraz życie przewróciłas mi do góry nogami takim newsem. A tyle lat przecie Jolkę znam….

    ps. Pati z tymi hobbickimi rękami/nogami oszukuje. Widziałam Jej. Widziałam hobbickie. No way 😉

  5. roroism

    mam podobniez, ale nie mam tez pracy
    jak bym miala – powierzyla bym zadanie profesjonalistce – przecieze!

    powodzenia!

  6. Ewa

    Polecam się w ramach malowania. Mam pokaźną kolekcję lakierów i lubię malować paznokcie, sobie i innym, na trzeźwo i po wypiciu wina 🙂

  7. Ja się jakieś pół roku temu przestawiłam na hybrydę, ale lakiery w szafeczce, jakieś 10 (bo zrobiłam porządek i wywaliłam resztę), płaczą i chyba oddam w dobre ręce. Hybryda się trzyma prawie 3 tygodnie, więc jakoś wyglądam, a wiesz, że ja ręce pokazuje ludziom co chwilę…

  8. Krzys

    Przeczytałem wpis plus komentarze i w najśmielszymi snach nie myślałem , ze to temat rzeka ! Paznokcie , stopy , dłonie ! Jak zwał tak zwał ale w całym zagadnieniu
    Zmywacz najważniejszy !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.