Za co kocham NL

Naprawdę kocham Niderlandy. Nawet, jak wiele rzeczy mnie wkurza. I mimo, że życie ekspata to nie jest jednak lukrowana gomółka sera, to ani przez chwilę, ani przez jeden mroczny moment, nie żałowałam decyzji o przeprowadzce.

I żeby było jasne – nie wracam. Po pierwsze – nie chcę, a po drugie – nie mam do czego. I nawet nie chodzi o to, że Polska staje się krajem na tyle egzotycznym, że nie chcę tam mieszkać. Mnie tam po prostu nic i nikt nie trzyma. Zwłaszcza, że moja siostra też dała nogę z PL…

No. Ale skupiając się na pozytywach Holandii:

  • To jest mega, mega czysty kraj. I to na wielu, wielu płaszczyznach. Zacznijmy od tego, że powietrze jest mega czyste. Jak prawie wszyscy w NL, parkuję swój samochód na ulicy, a nie pod dachem. I jestem tutaj od połowy czerwca, czyli ponad 3 miesiące. I ciągle pada. I umyłam swój samochód tylko raz, zaraz po przyjeździe. I nadal jest czysty!!! Na ulicy nie ma błocka, nic na nim nie osiada i nawet ptaki zdają się wiedzieć, że sra się tylko przelatując nad turystami 😉 A w domu prawie nie ma kurzu. To znaczy jasne, zbierają się kurzowe koty, a nawet tygrysy, ale są one zrobione głównie z moich włosów lub kłaków mojego kotecka. Mam wielki czarny stół – nie widać na nim kurzu całymi tygodniami. To jest naprawdę niezwykłe.
  • Podstawową objętością piwa i napojów w NL jest 0,3l. To na początku dziwi i wkurza, ale już po chwili nabiera sensu. Teraz małe piwko wydaje mi się być zupełnie normalne – jest jakby bardziej eleganckie, nie upijasz się tak szybko, a latem od połowy nie musisz pić czegoś, co bardziej przypomina zupę niż orzeźwiający napój. Teraz, gdy piję z 0,5l szklanki, wydaje mi się, że piję z wazonu… 🙂
  • Wymyślili serowy popcorn. Czyli takie małe prażone kawałeczki sera. Coś, jak gdy roztopiony ser spłynie z potrawy i lekko się przypraży na patelni, czy w piekarniku. No boskie to jest do piwa i diabelsko uzależniające.
  • Ludzie są mega zrelaksowani. Co mnie, znerwicowaną Polkę, doprowadza do kurwicy, ale oni z niczym się nie spieszą. WOLNO pakują zakupy, wolno jeżdżą, wolno parkują, wolno rozładowują samochód, mimo że blokują całą drogę, wolno żyją… I myślę, że warto w to wejść.
  • Mają tak przepiękną architekturę i krajobrazy, że to jest aż nieprzyzwoite. Niektóre domki, czy ulice są jak zrobione z piernika. Plus, Holendrzy naprawdę mają świetny design i gust. Jak komuś chociaż trochę zależy, to wnętrza domów, wystaw, ogrody, ubrania, wszystko wygląda tak, że nawet najbardziej wybredne oczy nie pękają.
  • Rowering. To jest temat rzeka, wiadomo. Ale KOCHAM tutejsze ścieżki rowerowe, kulturę rowerowania, to że rząd dopłaca do roweru, to że rowerem prawie wszędzie jest szybciej i łatwiej, to że jeżdżą bez kasków (bo jest tak bezpiecznie), to jak potrafią jechać z trójką dzieci, zakupami, psem i drabiną na raz…
  • Mężczyźni. To oczywiście rzecz gustu, ale założę się, że większość z kobiet przyznałaby mi rację. Holendrzy są przezajebiści. Wysocy, zadbani, wysportowani, uśmiechnięci, nienadęci. Jedyny minus, którego zresztą już nie zauważam – prawie każdy używa żelu do swoich idealnie ostrzyżonych, półdługich włosów. Ale to się jakoś spina z nadmorskim klimatem, wilgotnością i tym, jak uważnie i zajebiście są ubrani. W zasadzie nie ma otyłych mężczyzn. Mężczyzn o kartoflanych, nalanych twarzach, którzy spędzają dzień wyłącznie na kanapie lub za kompem, też jakoś nie przyuważyłam.
  • Holendrzy kochają zwierzęta. U mnie na ulicy jest więcej kotów niż domów. Psy są traktowane jak członkowie rodziny, a koty z należną im czcią 😉 To w mieście. Na wsi, prawie każdy ma obowiązkowo kilka owiec, może konia i kilka krów do towarzystwa. Ludzie tutaj hodują zwierzęta, nawet te duże, tylko dla przyjemności obcowania z nimi. Co z punktu widzenia polskiej wsi, nadal jest dość niezwykłe.
  • W niedzielę uprawia się boating. To znaczy bierzesz przyjaciół i/lub rodzinę, pakujesz wino i przekąski i uprawiasz najebing i krusing po kanałach. To jest takie fajne, że nie macie pojęcia. Nawet rozważałam nabycie łódki, bo to wcale nie musi być taka droga impreza. ALE. U mnie w mieście jest 10-letnia lista oczekujących na pozwolenie na parkowanie łódki. Zamknięta lista. HA HA HA. Parkowanie jest oczywiście płatne, ale to nikogo nie odstrasza. Co ciekawe, w AMS nie ma takich list i pozwolenie na parkowanie może dostać każdy, jednak ze znalezieniem miejsca nie jest już tak łatwo. Toczą się też lokalne wojny terytorialne, które owocują „przypadkowymi” zatonięciami, uszkodzeniami silników, itd.
  • KOCHAM Hollandse nieuwe, czyli surowe młode śledzie. Co ciekawe, a czego dowiedziałam się niedawno, śledzie są patroszone, ale zostawia się im trzustkę, bo działanie jej enzymów jest kluczowe dla smaku. Następnie soli się je i zamraża na krótko z użyciem ciekłego azotu, żeby wybić pasożyty. A potem to już tylko hyc za ogon, wytarzać w posiekanej cebulce i do paszczy.
  • Ogromna część samochodów w NL jest już elektryczna. Przyjechałam ze stolicy dość dużego kraju, gdzie jaraliśmy się, że na ulicach było kilka Tesli, nie? Tutaj są całe sieci taxi, w których jeżdżą tylko Tesle. Na moim służbowym parkingu połowa miejsc jest przeznaczona wyłącznie dla samochodów elektrycznych i wszystkie te miejsca są zawsze zajęte. Oczywiście wynika to z regulacji podatkowych (są duże dopłaty, więc auta elektryczne są po prostu tańsze od zwykłych), ale nadal. To robi niezwykłe wrażenie. Jakby przenieść się o kilkadziesiąt lat w przyszłość…
  • Holendrzy, zwłaszcza ci obrzydliwie bogaci, totalnie nie obnoszą się z kasą. Jeżdżą starymi, albo bardzo przeciętnymi autami, ubierają się bardzo skromnie, rzadko zmieniają sprzęty. To oczywiście wynika z wielu rzeczy, np. nie są tak bardzo spragnieni ładnych i nowych rzeczy, jak my, bo oni jako naród, byli nimi zawsze otoczeni, ale też z poszanowania dla przyrody i pieniędzy. Ostatnio usłyszałam od kogoś, kto jest właścicielem kilku kamienic w Amsterdamie, że jego prawie dorosły dzieciak chciałby jeść co wieczór sushi, a na lunch chodzić do knajpy i że to jest niemoralne i musi z nim poważnie porozmawiać, bo przecież pieniądze nie rosną na drzewach. Słyszałam też, że na urodziny, czy gwiazdkę, często kupuje się dzieciom rzeczy używane. To jest przepiękny pomysł. Ale totalnie nie mieści się w moich (jeszcze) polskich obyczajach.
  • Wszystko tutaj rośnie jak wściekłe. Wsadzony w ziemię patyk, po kilku dniach wypuszcza liście. Po kilku tygodniach rozrasta się nieprzyzwoicie. Po kilku miesiącach owocuje. A po kilku latach plujesz sobie w brodę, bo musisz karczować, żeby przejść na drugi koniec ogródka… 😉

 

11 komentarzy

  1. roro

    ‚Keep cal and..
    I can’t keep calm, I’m Polish’
    przypomnialo mi sie…
    a jak wolniutko kasuja w sklepie… wychodze z siebie od 9 lat;-)

  2. Anja

    buhahahaha

    „….kotecka….”

    Czyżby Caspar czytał Twojego bloga? 😉

    Nie bądź Rura – wyślij TIRa z chrupkami serowymi.
    Nie dla mnie.
    Dla Inki 🙂

    P.S. Właśnie kończę ostatni ser. Ten z kminkiem 🙂

  3. tessa

    Ekologicznie Holandia wyprzedzila Niemcy o lata swietle, chodzilismy z rodziawiona japa non-stop:) Najbardziej nam sie spodobal dworzec, na ktorym nie bylo ani jednego miejsca do parkowania samochodow, za to milion-dla rowerow. Takze drogi: troche miejsca dla pieszych, posrodku droga dla rowero, dla samochodow-nic;) Nio i te smietniki zostana gnebiaca mnie zagatka;)
    Ludzie mega wyluzowani, a co do facetow to potwierdzam i blogoslawie holenderskie geny mojego niemieckiego meza, szczegolnie kiedy mialam przyjemnosc przedstawic go tej niezbyt lubianej czesci rodziny, ktora juz czekala, ze przywioze grubego Helmuta z wielkim brzuchem, siwym wianuszkiem na glowie i w skorzanych spodenkach;)

  4. tessa

    Jeszcze dodam, ze kocham-za przepiekne zachody slonca da tych wielkich, cudnych plazach:) Najlepiej ogladanych przez butelke/lampke wlasnie wypitego wina, w jednym z klimatycznych lokali:)

  5. CezaryK

    Holandia…. Dawno do Ciebie nie zaglądałem 🙂 Ale takie niespodzianki najlepiej smakują…. Zajrze za kolejne pół roku albo rok… ciekawe gdzie wtedy będziesz. Niezmiennie jednak. Przyj do przodu. Jak zawsze. Trzymaj się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.