Początek końca

No i jak tam? Brokatowy kurz już opadł? Gotowi na najbardziej depresyjny okres w roku?

Zimowe atrakcje skończone, do wiosny daleko, zaraz przyjdą pierwsze rozczarowania, bo okazuje się, że sama zmiana daty to za mało, żeby COŚ się zmieniło…

Ja jestem oczywiście gotowa. Gdyż załatwiłam wszystkie możliwe rozczarowania w tamtym roku. W tym mogę zaakceptować najwyżej złamane paznokcie, albo przypalone naleśniki jako nieuniknione dołki. Taką mam umowę z 2019.

No ale serio. Wiecie, że najwięcej starszych ludzi odchodzi zaraz po Nowym Roku? Bo wtedy to oni już naprawdę nie mają na co czekać. Samobójcy to samo. Umiera ostatnia nadzieja na zmianę, ostatnia nitka trzymająca ich w pionie i ciach. Ile mikro gorzkich kamyków musi się zebrać w koszyku człowieka, żeby podjąć taką decyzję? Ile światełek w tunelu musi okazać się rozpędzonym pociągiem?

Sporo ostatnio o tym myślę. Ile napakowano, albo sama napakowałam do mojego koszyka i ile jeszcze tam się zmieści, żeby szala pozostała w górze? Pewnie sporo, bo jak znam siebie, to nawet koszyk na smutki mam ekstremalny, bez cholernego dna, albo wielkości Kanady. Ale spokojnie, nie musicie się obawiać o mój stan psychiczny. Dbają o mnie moi dobrzy przyjaciele,  psycholog Doktor Wino i najwyższej klasy specjalista w swojej dziedzinie, pogromca stresu i smutku – masażysta Pan Kot 😉

A w ogóle to się zepsułam – nie mogę spać. Ja. Nie mogę spać. Nigdy w życiu nie zarwałam nocy, gdyż nie ma niczego tak dobrego (impreza), ani tak złego (sesja na studiach), ani tak wciągającego (sex lub bagno), żeby usprawiedliwiało istnienie niewyspanej jolki w dniu następnym i świat mógł mi wybaczyć jaką straszną zrzędą jestem, gdy jestem niewyspana.

Tak więc nie śpię i jest to zjawisko dla mnie nowe. Jeśli 2019 tak będzie pogrywał, to słowo daję zacznę wszystkim opowiadać, że świat się skończył na 2018. Oraz zadbam o to, żeby ktoś z TV tak powiedział. A wiadomo, że co w telewizorze, to prawda.

Nie śpię. A jak już śpię, to śnią mi się rzeczy, które sprawiają, że wolę nie spać. Poza oczywistymi koszmarami, że deportowano mnie do Polski, albo że na jakiejś ziemiopodobnej planecie odkryto morze wina, ale okazało się być ono winem deserowym, śnią mi się też rzeczy naprawdę okropne.

Na przykład śni mi się reportaż o facecie, który kolekcjonuje wydzielinę z własnych pryszczy. Zbiera ją w takiej małej buteleczce i naciera się nimi przed nielicznymi na szczęście randkami. Celem zwiększenia siły rażenia własnych feromonów. O chryste… niech mnie ktoś przytuli. To po pierwsze. A po drugie powie, że widziałam to w jakimś okropnym filmie, albo czytałam w jakiejś strasznej książce, tylko wyparłam i teraz w snach wraca?

No albo, że jestem duchem w nawiedzonym domu, nie? I że mieszkam w ścianie. Serio? I jestem wysoce nieszczęśliwa, gdyż mój dom jest zamieszkały przez NIEWIDOME króliki, które w swoich puszystych zadkach mają duchy i ich uuuUUUuuu’owanie… 😉 Także posada słaba, lokum do dupy, a zadowolenia z wykonywanego zawodu brak. Czego oczywiście nie można powiedzieć o mnie. Powtarzam – nie można! 😉

Kurde, gdzie te czasy, gdy w nocy budził mnie mój własny śmiech, albo wizje pływania w mrożonym arbuzie?

Zapytałam się doktora googla co myśli o moich objawach, bo to jest przecież zawsze świetny pomysł, prawda? Hahaha 😉 Wyskoczyły mi reklamy słonecznych wakacji oraz wielki napis WEŹ SIĘ KURWA OGARNIJ.

Tak, zero zrozumienia. Totalnie sobie wyobrażam, że google wkrótce będzie miał funkcję przewracania oczami i wypluwania na dowolne zapytanie krótkiego westchnienia i napisu „white people problems, proceed”. A jak przejdziemy już na życie sterowane sztuczną inteligencją, to w ogóle niczego dobrego się nie spodziewam. Przecież bardzo mądrzy ludzie są zwykle dość cyniczni, prawda? Idziesz do cyber lekarza, a ten skanując tylko temperaturę twojego łokcia, albo oceniając stan paznokci, wie że to tylko nieszczęśliwe zakochanie i przepisuje więcej wina i/lub czekolady. W BARZE. Bo lokalizacja jest ważna. Bardzo. Niezwykle trudno jest poznać kogoś nowego na trasie kanapa-lodówka we własnym domu. Potwierdzone info 😉

Także ogarniam się. Nie ma miękkiej gry.

Z tej okazji, pierwszego stycznia wykąpałam się w Morzu Północnym. 1.5 roku temu nie rozważyłabym nawet wsadzenia małego palca do tej sinoszarej zimnej kałuży. Niezależnie od pory roku. Ale tylko krowa nie zmienia zdania, prawda? Holendrzy mają tradycję noworocznego skoku do wody. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego upierają się, że musi się odbyć w Holandii i to nie we własnej wannie. No ale dobra. Pokochałam to morze miłością wielką, więc mimo wszelkich przeciwności, spakowałam Polkę, Amerykankę i Jaśnie Mi Panującego Kaca do czołgu i pojechaliśmy na plażę. To się nie miało prawa udać, z miliona powodów, ale jednak się udało. I było przefantastycznie. Na plaży jest wielka impreza, gra muzyka, ktoś ze sceny prowadzi rozgrzewające tańce, ludzie są poprzebierani, piją wódkę na rozgrzewkę z nieznajomymi, a potem jak stado pozbawionych rozumów lemingów, tysiące osób wpada do wody wrzeszcząc jak opętani. (Btw. wiecie, że to mit z tym masowym samobójstwem, prawda? Btw.2 jeśli się niepokoicie, że znów wspominam o śmierci, to wyślijcie więcej wina)

No ubaw po pachy. Serdecznie polecam. Mi się baaardzo podobało. Co oczywiście jest głównie argumentem za tym, że byłam jeszcze kompletnie pijana, no ale nadal… 🙂

Tak. Dużo pisku. A później głębokich rozważań nad własnymi wyborami życiowymi… 😉 No, ale wiecie – ja najgorsze w tym roku mam już za sobą. Postanowione 🙂

19 komentarzy

  1. Bożena Bo

    Jaki depresyjny czas? To on już minął w październiku i listopadzie. Teraz dni już coraz dłuższe i byle do lata! 😀

  2. Anja

    Nadal nie wierzę w to, że JA człowiek absolutnie przyklejony do kaloryfera śpiący w skarpetkach od września do kwietnia będący w poprzednim życiu żmiją wylegującą się na kamieniu na pustyni dałam się do tego namówić.. 😉

    P.S. Powtórka w przyszłym roku? 😉

  3. Jolanta

    Ze snem różnie bywa, choć te Twoje owszem oryginalne nie powiem. Spójrz na nie z przymrużeniem oka! A w 2019 życzę najlepszego, TRADYCYJNIE!

  4. Magda2

    Przynajmniej w tym braku snu Cię rozumiem. Też nie śpię, bo się kontuzjowałam zjeżdżając przypadkiem tylko po trzech obślizgłych stopniach schodów – dobrze, że złapałam się barierki. Na tyłku zaledwie siniak, a w barku coś tam się ponadrywało i boli jak diabli – więc raczej nie śpię. Nawet wino kurde nie pomaga 🙁 Pomijając niemożność wykonania wielu banalnych czynności wymagających użycia obu rąk… A co do włażenia do zimnej wody, to absolutnie nie! Już mi foty wystarczyły żeby włożyć drugi sweter. No nic, czekam na wiosnę. Trzy miesiące jakoś zlecą 😉

    • Jolinda

      Ołć! Mam nadzieję, że siniaki szybko zejdą, a ból minie. Bez spania się nie da z tego co wiem zbyt długo funkcjonować, więc trzymam kciuki także i za to! 🙂
      No i byle do wiosny, wiadomo!

  5. słuchaj, ja w tym roku byłam w Yutlandii Północnej, na przełomie sierpnia i września, ale bardziej we wrześniu. I też się zakochałam w Morzu Północnym. Ale to miłość platoniczna, bez cielesnokontaktowa, wiesz? Mimo, że w we wrześniu a nie w styczniu.
    A ty weszłaś tam w styczniu?! I jeszcze może w kostiumie kąpielowym? Że co? Że po pijaku? Ale to nadal styczeń na północy..!
    No. To ja ci się w cale nie dziwię, że cię optymizm rozpiera. Rzeczywiście, gorszego już nic chyba być nie może.

    A co do niespania to jakiś wirus chyba panuje, bo dookoła wszyscy nie śpią, ja też.
    Zawsze można pobrać D3, niektórym pomaga.

    • Jolinda

      No nie było tak źle, 7 stopni na plusie chyba i słonecznie. Oczywiście, że byłam w kostiumie, no halo! 🙂
      Naprawdę świetna sprawa, polecam, chociaż sama nie mogę uwierzyć, że komukolwiek polecam taką zimnicę 😉

      • No wiesz, domyślam się, że nie nago, ale ja to bym chyba jednak się bardziej ubrała. W piankę jakąś albo futro focze…Nawet nie chodzi o zachowanie ciepła, a bardziej o ukrycie gabarytów. Parafrazując poetę: lepiej chodzić w obszernych szmatach i wzbudzać podejrzenie, że jest się grubą, niż założyć obcisłe/strój kąpielowy i rozwiać wszelkie wątpliwości.
        No, ale to ja.
        Ty młoda jesteś i nie masz jeszcze dylematy: zmarszczki czy talia 😀
        Acha i nie słuchaj jak ci mówią, że na starość się potrzebuje mniej snu. Niestety – nadal potrzebuję 9 godzin tak samo jak wtedy gdy miałam lat 20. A nawet bardziej, bo wtedy -5godzin nie było tak widoczne.
        To, że nie można spać to insza inszość.

  6. Tessa

    Ale podgrzewane było? To morze, może? Albo jakieś gejzery? Bo inaczej to nie wiem, nie znam się, zarobione jestem i za ciężkie miliony bym nie weszla;)
    Co do pytań i odpowiedzi, to w Sylwestra bawiąc się (z) Alexa w zadawanie najglupszych pytań, zadalam pytanie o sens życia i usłyszałam-42:)))) Umarlismy wszyscy że śmiechu, nie przypuszczałam, że kawałek walca może mieć poczucie humoru:) Mój mąż rozlal czerwone wino-częściowo na siebie;), co mnie dziwi, bo to moja specjalność i oprócz rody na wywabienie plam uslyszl, że powinien zacząć pić piwo;) Brakowało tylko tego wywracania oczami;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.