Jak (nie) szukać pracy w Holandii

Pytacie, to opiszę, ale od razu zaznaczam, że taki ze mnie doradca w szukaniu pracy, jak z koziej dupy trąba.

Ale rozumiem, że wielu z was może nie chcieć żyć w (takiej) Polsce, jaką teraz macie. Widzę co się tam dzieje i szczerze wam współczuję, szczególnie moim tęczowym przyjaciołom. I absolutnie rozumiem (i popieram) chęć ucieczki do NL. Tu jest znacznie normalniej, acz też nie idealnie. Ale o tym nie teraz. Teraz o tym, jak się relokować, a pierwszym krokiem w procesie jest znalezienie pracy w NL.

Pierwsze dwa razy szukałam pracy w Holandii będąc jeszcze w PL. Oba razy były skuteczne, ale za pierwszym razem, z przyczyn osobistych, postanowiłam nie wyjeżdżać. Jednak.

Szukałam przez LinkedIn, wyłącznie. Zapisałam się też na powiadomienia o nowych pozycjach u kilku gigantów, jak Google, Microsoft, Oracle. Pracowałam wtedy w mediach i zajmowałam się rozrywką. Sądziłam, że nadam się do rozwijania szeroko pojętych digital products, więc aplikowałam na pozycje związane z digital. Miałam doświadczenie ze stronami www, apkami, multimediami na telefony, ale bardziej od strony rozwoju biznesu, niż produktu.

Pierwszym celnym strzałem była firma, która doszukała się w moim CV wzmianki o projekcie sprzed wielu lat. Brałam udział w budowaniu standardów reklamy mobilnej w projekcie międzyoperatorskim. Czyli wszyscy zwalczający się na codzień gracze telefonii komórkowej usiedli razem do stołu i zmóżdżali się, co powinno być dozwolone w reklamie mobilnej, a co nie. No i jak na tym zarobić 🙂 Super niszowe doświadczenie, które zaowocowało zaproszeniem mnie do przyjazdu do NL. No ale wtedy nie skorzystałam.

Drugim celnym strzałem, była kombinacja dwóch słów kluczy: polish + entertainment. Firma matka takich brandów jak Vodafone, UPC, Virgin Mobile, czy lokalnie w NL Ziggo, szukała kogoś, kto im pomoże odświeżyć i ulepszyć międzynarodowy produkt z obszaru rozrywki, między innymi na polskim rynku. Polski był mi absolutnie zbędny, żeby dostać tę pracę, ale że odpowiadałam za działania edytorów na 12 rynkach, w tym polskim, to oczywiście był miłym bonusem w oczach ludzi, którzy postanowili mnie zatrudnić. Ale głównym powodem, dla którego Moja Ulubiona Firma zdecydowała się zaimportować Jolantę z PL do NL, było to, że dopiero co udało mi się z dość dużym sukcesem odświeżyć rozrywkowy produkt na polskim / dużym rynku. Super niszowe doświadczenie, którego akurat szukali. Oba produkty były żywe, ale zakurzone i trzeba było ostrożności, uwagi i tony optymizmu, żeby te zapomniane dzieci ożywić. Więc znów – nisza i bardzo precyzyjne dopasowanie do oczekiwań co do doświadczenia.

Te dwa doświadczenia powinny mnie nauczyć, że tylko super dopasowanie do wymagań przynosi ofertę pracy w NL, ale ja jestem dość odporna na niewygodną dla mnie wiedzę. I przy kolejnym szukaniu pracy zupełnie o tym zapomniałam 😉

W PL działa to zupełnie inaczej. KAŻDA z moich pozycji w Polsce, to było wyzwanie pt. „O, a tego to jeszcze nigdy nie robiłam, dajcie mi spróbować, to chętnie się tym pobawię!”. I zwykle mój entuzjazm, opinia na rynku, czy wachlarz zdobytych już doświadczeń z innych obszarów, załatwiały sprawę.

– No faktycznie, tego jeszcze nie robiła, ale robiła to i tamto i nie spieprzyła, a to w sumie dość podobne rzeczy, więc ok, dajmy jej szansę.

I mówię o pracy, którą dostałam przez polecenie, poprzez współpracę z klientem i przejście na drugą stronę mocy, pracy zdobytej przez rekruterów i takiej znalezionej przez znajomych, którzy mi zaufali i pomogli w potrzebie, a ja w zamian bardzo starałam się nie spieprzyć ofiarowanej mi szansy.

No więc w NL to tak nie działa, a przynajmniej nie dla mnie. Po pierwsze nie miałam siatki kontaktów, ludzi którzy mnie znają, lubią, cenią, wiedzą jak pracuję. Nikt mi nie chciał dać swoich zabawek, żebym mogła je ulepszyć lub zmienić, nie bardzo chcieli mi zaufać.

Po drugie, zostałam zaszufladkowana jako ktoś z wiedzą i doświadczniem z rynku TV, co oczywiście jest prawdą, bo moje dwie ostatnie pozycje to praca dla firmy dostarczającej tv&internet, ale ja mam już +17 lat doświadczenia z baaardzo różnych obszarów. Niestety nikogo to nie obchodziło 😉

A teraz fun part, którym chcę się z Wami podzielić. Feedback, jaki dostawałam:

  • Disney: Oh wow, Jolanta, bardzo byśmy chcieli cię mieć w swoim zespole, ale brakuje ci doświadczenia w budowaniu zdalnych zespołów na amerykańskim rynku z pozycji zlokalizowanej w EU, a znaleźliśmy kandydata który spełnia także i to kryterium.
  • Amazon: byłam z nimi w dwóch różnych procesach, jedyny feedback jaki dostałam po 2x 8 rozmowach, był następujący: przykro nam, ale nie uzyskałaś wymaganych 8x TAK, więc nie możemy ci zaproponować współpracy. Za trzecim razem, sama zerwałam z nimi rozmowy, bo okazało się, że wymagają ode mnie relokacji. Teraz wiem, że najprawdopodobniej sama spieprzyłam oba te procesy nie trzymając się FORMY rekrutacji, jeśli ktoś jest ciekawy, mogę opowiedzieć osobno.
  • Netflix: (po kilku z 18 !!! rund rozmów, które były zaplanowane) Cześć Jolanta, jesteś super match dla nas, ale ktoś z Netflix California chce się relokować do NL i postanowiliśmy wewnętrznie obsadzić tę pozycję.
  • Google: (po zaoferowaniu mi udziału w rekrutacji na stanowisko, na które nie aplikowałam i kilku rundach rozmów) Jolanta, widzimy w tobie Google Material! Twoje kompetencje i osobowość pasują do naszych oczekiwań. Niestety brak ci specyficznego doświadczenia z rynku reklamowego na obszarze Beleluxu potrzebnego na tym stanowisku. To prawda, ale nigdy tego nie ukrywałam, więc zmarnowali niepotrzebnie kupę mojego czasu.
  • eBay: Twoja energia, pasja i doświadczenia są niezwykłe, byłoby nam niezmiernie miło mieć cię w naszych zasobach. Niestety uważamy, że oba stanowiska, o których rozmawialiśmy nie są dla ciebie. Są to projekty znacznie mniejsze i mniej dynamiczne od tego, do czego zapewne przywykłaś i uważamy, że w dłuższej perspektywie byłabyś nieszczęśliwa i niezadowolona, dlatego z przykrością musimy odmówić i zaoferować tę rolę komuś z mniejszym doświadczeniem (4 spotkania).
  • KLM: sorry, pandemia, nie zatrudniamy (tuż przed decyzją, czy mnie zatrudnią, po kilku spotkaniach)
  • Booking: Jolanta, wierzymy że byłabyś idealnym kandydatem na tę rolę. Jedna drobna rzecz – w związku z reorganizacją naszych struktur, pozycja ta została przeniesiona do Niemiec. Czy wyrażasz zgodę na relokację?
  • ING: jesteś naszym strzałem w dziesiątkę, dlatego chcielibyśmy zaproponować ci współpracę. Tutaj jest nasza oferta. BUM!!! Ofertę zaakceptowałam i sądziłam, że jestem w domu. Otóż nie – kilka razy przesuwali datę startu. Po tym, jak moja cierpliwość się wyczerpała i poprosiłam o onboarding albo płatne oczekiwanie, powiedzieli, że jestem CHCIWA i NIEPROFESJONALNA i wycofali swoją ofertę. Nigdy im tego nie zapomnę, bo po pierwsze straciłam z nimi kilka dobrych miesięcy (!) i zrezygnowałam z udziału w innych procesach rekrutacyjnych po tym, jak zaoferowali mi pracę. A po drugie nikt mi nie będzie mówił, że jestem chciwa i nieprofesjonalna. Dlatego zamierzam pójść z nimi do sądu, stay tuned! 🙂
  • T-Mobile DE: prosimy, prosimy, czy możesz z nami pracować? Damy ci super zabawki i pełną dowolność w budowaniu zespołu. Nie musisz się relokować, teraz i tak wszystko zdalnie robimy, a projekt jest międzynarodowy. Po kilku spotkaniach nagle niewygodna cisza – restrukturyzacja wewnętrzna, wszystko on hold. Kochamy cię, wrócimy po ciebie jak kurz opadnie, nie zapomnij o nas!
  • T-Mobile NL: Jolanta, jesteś super i każdy manager chciałby cię mieć w swoim zespole. Jednakże, to stanowisko to byłby dla ciebie downgrade zarówno co do zakresu obowiązków, jak i finansowy. Sądzimy, że lepszym ruchem z naszej strony jest zaoferować tę pozycję komuś, dla kogo będzie to awans.

I mogłabym tak wyliczać do rana. Serio. Byłam albo zbyt doświadczona, zbyt entuzjastyczna (serio! jedna z firm mi powiedziała, że jestem zbyt pozytywnie nastawiona, a oni szukają kogoś kto uprawia zamordyzm), za droga (mimo że zawsze mówiłam, że jestem elastyczna w tej kwestii, ale mój poprzedni pracodawca dość dobrze płacił, więc HR się obawiał, że nowa pensja nie dorówna poprzedniej), albo znajdowali kogoś z jakimś przedziwnym niszowym doświadczeniem, którego szukali, a którego ja nie miałam.

Finalnie znalazłam pracę przez rekrutera, który chciał mnie zatrudnić w T-Mobile Niemcy. I znów zadziałało super niszowe doświadczenie, bo w poprzedniej robocie byłam odpowiedzialna za VOD, a moja nowa firma dostarcza platformę i narzędzia do obsługi VOD.

Więc moja jedna złota rada: poszukajcie swojej niszy (a najlepiej kilku) i uzbrójcie się w cierpliwość.

A jeśli mogę Wam jakoś pomóc, dawajcie znaki, naprawdę chętnie to zrobię.

7 komentarzy

  1. Agnes

    T-Mobile to chyba wszędzie stosuje taką politykę… poznałam ją osobiście. No i oni stosują takie coś – co 2 lata reorganizacja.

  2. Alicja

    OMG, rzeczywiście odyseja 🙂 Zachodzę w głowę, jak można nie trzymać się formy rekrutacji – założyłaś na rozmowę koszulę w złym kolorze? Aliboteż zadawałaś za dużo pytań, zamiast pokornie na nie czekać?
    Ps. Właśnie zaakceptowałam ofertę i od listopada zaczynam pracę dla niemieckiej big pharmy. Zobaczymy, jak będzie z datą startu, ale w liście jest zapis, że jeśli którakolwiek ze stron wycofa się z podpisania umowy po dacie X, to jesteśmy sobie winni trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Fair enough, zamierzam stosować takie zapisy w przyszłości.

    • Jolinda

      No nie o kolor koszuli chodziło 😉 Oni prowadzą rekrutację w metodologii STAR. I odpowiedzi należy udzielać dokładnie w tej formie, bo osoby przesłuchujące (z różnych działów, nie tylko HR) mają do wypełnienia konkretne pozycje w tabelkach. Jak nie udzielasz odpowiedzi w tej konkretnej formie, to bidoki nie mogą wypełnić tabelek (albo im się nie chce), więc system odrzuca aplikację takiego delikwenta, gdyż nie wszystkie pozycje w tabelkach są wypełnione.
      A kto jest mistrzynią świata w olewaniu takich pierdół?!? No właśnie.
      Dopiero za trzecim razem dowiedziałam się, jakie to ważne i że może wcale nie ludzie, a system odrzucał moje aplikacje.

  3. Potwierdzam.
    Operuje wprawdzie na duzo nizszej półce ale na szeroko pojetym zachodzie schyłkowego kapitalizmu obowiazuje zasada calkowitego dopasowania wzgledem opisu i tytułu stanowiska – doswiadczwenie w dokladnie w tym co chcialbys robic wymagane (po co szukac takiego samego stanowiska jesli sie chce zmienic pracje – nieogarnaim nieco)….
    …wiec jesli chcesz parcowac w bibliotece, na uczelni albo w wydawnictwie ale mialas fakap / dzieci i ratowalas dupe jako barista – twoje siednioletnie wyzsze studia ulegaja neutralizacji…
    POWODZENIA
    …bo cytujac Jolke – chocbym miala szorowac kible na lotnisku, nie wracam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.