Żona z katalogu Ikea

Poszłam se ja, proszę ja was do Ikea, wieszaki kupić. Bo gdyż w czasie ostatnich upałów, wszystkie moje wieszaki łazienkowe odmówiły współpracy i się poodklejały od płytek. Tak, mam takie przyklejane, bo dom wynajmowany i każdą dziurę którą zrobię, będę musiała kiedyś załatać, więc omijam temat.

Poszłam. Rączym krokiem przebiegam przez te wszystkie działy, które mnie nie interesują, szukam skrótów i omijam korki. No ale dostałam wiadomość i chciałam odpisać, więc się zatrzymałam. Bo w multitasking to wiadomo, że umiem, przynajmniej tak mam wpisane w CV, ale prawda jest taka, że w moim przypadku niebezpieczne jest już żucie gumy podczas wchodzenia po schodach. Hahahaha… 😉

Zatrzymałam się i wklepuję wiadomość. Nie mogłam znaleźć wystarczająco zjadliwego odpowiednika dla „no chyba cię pojebało!” po angielsku, więc podniosłam głowę, żeby się zastanowić, jak celnie oddać tę niecierpiącą zwłoki myśl.

I wtedy nasze oczy się spotkały! Jakiś koleś stał i się na mnie gapił z bardzo dziwnym wyrazem twarzy. Jakby dostał udaru, albo właśnie zrozumiał, że ma niecałe 17 sekund, żeby znaleźć toaletę. Idzie w moją stronę. Wolno. Jeeeezu. Od razu wiedziałam, że będzie czegoś chciał i że to będzie co najmniej dziwne.

Podchodzi i zagaja:

– Hey, przepraszam że zapytam wprost, ale czy mógłbym sobie zrobić z tobą zdjęcie?

– Yyyy… Zdjęcie? Ale dlaczego?

Oczywiście próżna część jolanty już się cieszyła na te komplementy, które niechybnie czekały tylko na ich wypowiedzenie. Hahahahaha… Racjonalna część jolanty krzyczała „spierdalamy i to już, to jest jakiś świr!”. Ale doświadczenie kazało mi dyplomatycznie powiedzieć:

– Oj, chyba mnie z kimś mylisz, nie jestem sławna, ani nic takiego.

A on na to:

– Tak, wiem. O to chodzi. Jesteś taka normalna! Idealna na żonę. Wyglądasz na miłą osobę, spodobasz się rodzicom. Potrzebuję zrobić sobie zdjęcie z tobą jeśli nie masz nic przeciwko.

Hahahahahahahaha. Nie no, spoko… Trudno jest mnie wybić z rytmu, albo chociażby sprawić, żebym zamknęła paszczę, bo przecież gadam non stop, nawet jeśli nie mam niczego do powiedzenia, ale tym razem stałam jak zamurowana próbując zrozumieć co się właściwie dzieje. A że jolanta ma samokontrolę twarzy na poziomie 6-latki, to całe moje zdziwienie było oczywiście bardziej niż widoczne, więc facet postanowił mnie uspokoić:

– Nie martw się, nie chcę się z tobą umówić, nie jesteś w moim typie. Chodzi tylko o zdjęcie dla moich rodziców. Tutaj, na kanapie. Będzie wyglądało, że siedzimy razem w pokoju i oglądamy TV. No i że mam fajne mieszkanie.

Hahahahahahahaha…. O BOŻE. Nie wiedziałam, czy w pierwszej kolejności powinnam się obrazić za tę oczywistą zniewagę, hahahaha… czy może jednak spierdalać, hahahaha… czy szukać ukrytych kamer, hahahaha… Więc zaczęłam się histerycznie śmiać, wiadomo. A jak facet potrafi mnie rozśmieszyć, to ja jestem na tak na niemal każdą idiotyczną przygodę, którą zaproponuje! No może poza tymi erotycznymi, bo do tego trzeba jednak czegoś więcej niż śmiechu 😉

Pytam się, jak sobie to wyobraża, nadal rycząc ze śmiechu. A on, że o tutaj, znalazł taką fajną kanapę stojącą w umeblowanym salonie, schował już wszystkie metki, kolega zrobi zdjęcie telefonem, żebym tylko usiadła i wyglądała na szczęśliwą. A on usiądzie obok i tyle. I czy mogłabym zdjąć buty, żeby wyglądało, że naprawdę jesteśmy u niego w domu.

Hahahahahahahahahaha…!!!

Także tak. Zostałam fałszywą żoną. A może tylko kandydatką na żonę, jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby omówić sprawę w szczegółach. Hahahaha, pewnie powie rodzicom, zgodnie z prawdą, że poznaliśmy się w Ikea. Nie wiem, jaki sekret maskował, pewnie to że jest gejem, albo że nie ma ochoty się żenić tak młodo (bo wyglądał bardzo młodo, ale ja nie umiem dobrze ocenić wieku Azjatów).

W każdym razie cała ta sesja zdjęciowa troszkę zamieszała mi w głowie, hahaha. Cały czas rechocząc przebiegłam przez resztę sklepu bacznie uważając, żeby nie złapać spojrzenia z dziwnym nieznajomym w dziale łóżek, bo na sesję w łóżku nie byłam gotowa, hahahahaha… Złapałam kilka niepotrzebnych rzeczy, jak to w Ikea, zapłaciłam i wróciłam do domu.

BEZ WIESZAKÓW! Kurza stopa. Małżeństwo zdecydowanie mi nie służy, hahahahahahaha…

18 komentarzy

    • Jolinda

      Nie, jakos nie pomyslalam. Zrobiłam tylko zdjecie veganskich klopsikow w kafeterii 😉 Samotny lunch po szybkim rozwodzie 😀 hahahahahaha

  1. Roko

    Ale ty masz przygody ahhgahha a bylas kiwdys w knajpie na polach mokotowskich na zlecenie? Taka byla historia u jednej znajomej. Rodzice cie cudownie wychowali. Poza tym no zajezdzasz rasizmem ojoji

  2. AnkaLS

    Chinczyk? Po 30? Byc moze widzialam twoich tesciow w people park z parasolka w weekend 😉 pewnie stali gdzies na Shanghai Marriage Market

  3. Mateusz

    Wieszaki to sa kolo recznikow, tez ostatnio szukalem. No ale to juz nieistotne. Dobre chociaz te vege meatballs bo vegetarian byly slabe.

    • Jolinda

      Nowe meatballs dają radę, ale szczerze to spodziewałam się, że będą lepsze po tym medialnym szumie, który wygenerowały. Lepsze niż te stare wegetariańskie.
      Mi póki co najbardziej podchodzą Beyond Burger, naprawdę dobre.

  4. mp

    Cudna historyjka 🙂 I dobry uczynek zrobiłaś.
    A swoją drogą- też mam zdjęcie „rodzinne” z pewnym Azjatą, spod Manneken pis , ale to z powodu kolejki do rzeczonego symbolu Brukseli, nie było szans na zdjęcie indywidualne , więc zostaliśmy parą 🙂

  5. Kocurro

    Historia kapitalna ale jak opowiedziałam ją w pracy towarzystwo najbardziej zastanawiało się jak napisać po angielsku „no chyba Cię pojebało”Więc zdradź nam proszę sekret jak to poszło w tym sms-ie

  6. jolinda

    Hahahaha, już nie pamiętam, ale pewnie coś mniej soczystego.
    Jak ‚are you fucking kidding me’ 😀
    Ale prawda, że nie ma ładnego tłumaczenia dla tak ważnej frazy?!? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.