Wpływ suma i glonojada na zdrowie psychiczne

Kilka dni temu Bru wrócił ze szkoły w jednym bucie.

A ponieważ dostałam od życia potężny trening w przyjmowaniu na klatę niespodziewanych sytuacji, nawet mi powieka nie drgnęła. Czekam aż sam mi powie, co się do cholery wydarzyło. Ale wiadomo, że umieram z ciekawości i aż mnie rozsadza od środka, żeby zesłać na niego gradobicie rodzicielskich pytań.

Po kilku minutach zaczyna – idę umyć nogi, bo wracałem bez buta. Wiem, że chciałabyś wiedzieć co się stało, ale sam nie wiem jak do tego doszło i może zostawmy ten temat.

HAHAHAHAHAHAHA…

Mam dość bujną wyobraźnię, ale znalezienie wytłumaczenia dla tej akcji nie przychodzi mi lekko. No ale musiałam się pogodzić z tym, że nigdy się nie dowiem, jak to się stało, że Bru zgubił buta. Są rzeczy, które się nam przytrafiają, których nie da się zrozumieć.

Nigdy też się nie dowiem, dlaczego ten ostatni rok był tak masakrycznie trudny dla mnie. A był. Najgorszy z najgorszych, a przecież mam go do czego porównać, bo zdążyłam już załapać kilka słabych punktów w swoim życiu – rozwód, stratę rodziców, rozpad związku, stratę pracy, czy przyjaciół. Wszystko to było mega bolesne, ale zwykle potrafiłam się uporać z tematem szybko. Jak wyrwanie zęba, albo włosa z nosa 😉 No boli i nic przyjemnego, ale po jakimś czasie mija. A ostatni rok wlókł się niemiłosiernie, jak żółw i to taki leniwy żółw. Nic nie działało tak jak powinno i non stop odbijałam się od ściany, niezależnie w którym kierunku szłam. Dno i kilometry mułu.

No ale nawet najdłuższa żmija kiedyś przemija.

I wtedy postanowiłam poukładać skarpetki.

Każdy ma taki moment przełomowy, na jaki sobie zasłużył. Moim było uporanie się ze splątanymi rajstopami i poskładanie (a nie zwinięcie) skarpetek. Odniosłam niesamowity sukces w tym temacie, hahahaha. Uporządkowane skarpety rozsypały worek drobnych i wielkich rzeczy, które nagle zaczęły się dziać.

Zadzwonił hydraulik, że on właśnie dostał mojego maila, którego wysłałam ponad rok temu. Że jedna umywalka w łazience nie działa i że rynny przeciekają i czy to jeszcze aktualne. Mail mój wylądował w spamie, bo był po angielsku i teraz go pan odnalazł i czy może przyjechać jutro i wszystko naprawić. Wow.

Rozmowa o pracę, którą po roku starań wreszcie dostałam też odbyła się wiele miesięcy wcześniej. Ale projekt do którego mnie potrzebowali był wielokrotnie przekładany, potem wybuchła pandemia i wszystko było on hold. Kilka dni po skarpetkach zadzwonił rekruter z pytaniem, czy jestem dostępna i kiedy mogłabym zacząć. Wczoraj?

Po trzech latach w NL wreszcie poczułam, że chcę i mogę nauczyć się niderlandzkiego. I wiecie co? Nauka tego charczącego języka stała się moim ulubionym rodzajem prokrastynacji. Jak muszę odpocząć od pracy, odpalam apkę i oswajam oczy i mózg z tym bardzo innym od polskiego językiem. I sprawia mi to przyjemność!

Wszystko nagle zaczęło się dziać. Ot tak, samo z siebie.

Tak jakby ktoś wreszcie wcisnął PLAY na pilocie sterującym moje życie. Wszystko ruszyło. A jak mówię wszystko, to wierzcie mi że wszystko. Na każdym polu. A jak wiadomo, chaos i wszystko na raz dziejące się jest naturalnym środowiskiem Jolanty. Z jednego ekstremum w drugie, nigdy nic po środku.

Daleka jestem od stwierdzenia, że każde gówno jest po coś, bo tak nie jest. Ale powiem wam, że czasami sens do bezsensownych z pozoru akcji przychodzi z czasem.

A wiecie jakich niderlandzkich słów użyłam w sklepie niedawno? I są to pierwsze słowa, które wypowiedziałam publicznie, bo do tej pory odmawiałam nawet mówienia „dzień dobry”, czy „dziękuję” po niderlandzku, gdyż skutkowało to dalszym nieporozumieniem. Oni sądzili, że jednak coś tam rozumiem, a ja musiałam im tłumaczyć, że jednak nic. Dużo zachodu i strata czasu.

Więc poszłam do sklepu, żeby kupić GLONOJADA i SUMA. Algen eter en meerval. Bru mi zapisał na karteczce 🙂

Bo po odmuleniu własnego życia, muszę zająć się mułem i glonami w akwarium Bru i okazuje się, że wpuszczenie nowych ryb może być odpowiedzią na ich zamulone życie.

No. Więc teges. Jeśli wam ciężko to idźcie składać skarpety i dajcie sobie szansę na wpuszczenie glonojada do waszego życia.

I słońca.

I tutaj piosenka. Kocham jak łączy koniec ery wodnika z wpuszczeniem słońca.

I właśnie przeczytałam, że późną jesienią tego roku zaczyna się Era Wodnika. Czas zmian i transformacji. Zapnijcie pasy.

10 komentarzy

  1. aselniczka

    Kurde. A wiesz, że WŁAŚNIE DZISIAJ myślałam o tym, że muszę skarpetki poukładać*?
    Dejm.

    *Znaczy, no dobra, powyrzucać.

  2. Anell

    Teraz to ha się boje skarpetki układać. Ja w nich chetnie zrobię bałagan. Bo jak to wszystko co stoi ruszy na raz to i klonowanie mi nie pomoże.

    • Jolinda

      No nie żartuj! Każdy ma jakąś szafkę / szufladę wstydu! Ja mam taką z wielorazowymi plastikowymi pudełkami i przyborami kuchennymi. Nie da się tego utrzymać ułożonego, hahahaha… A przynajmniej nie znalazłam na to sposobu póki co 😉
      A zmiany nie muszą oznaczać rewolucji przecież, no ale nic na siłę!
      Całusy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.