Noworocznie

Mój Nowy Rok rozpoczął się wspaniale. Dziecko zostało zajeżdżone przez wyspecjalizowaną do męczenia ludzi kadrę, czyli przez dwoje trenerów osobistych. Biegali, sapali i chichrali się przez wiele godzin. Wiele spokojnych dla mnie godzin 🙂 Dwulatek to jest zawodnik z wyższej półki. Przysięgam, takie małe gady czerpią energię z kosmosu. Albo z kinder jajek. Też tak … [Read more…]

Podsumowanie 2015

Miałam plan, taki z gatunku tych żelaznych, niezmienialnych, że w tym roku żadnych podsumowań nie będzie. Wiadomo, po co się grzebać w gównie i kilometrach mułu. Ale jak to bywa z żelaznymi postanowieniami, zmieniają się szybciej, niż krystalizują. Tak. Ale że naprawdę nie chcę utknąć w otchłaniach ciemności, skupię się wyłącznie na dobrych rzeczach. Nietypowo … [Read more…]

If I lose myself, I lose it all…

Posłuchajcie, pewnie znacie. Obejrzyjcie. Klip wywala z butów, przynajmniej mnie. A ze słowami Ain’t runnin’ from myself no more I’m ready to face it all If I lose myself, I lose it all budziłam się nie raz… Stały się teraz trzonem Jolki.   Nie rezygnujcie z siebie. Nigdy. Czasami zostaje nam nic, tylko my sami. … [Read more…]

Warszawo, tęskniłam!

Jak to się docenia różne rzeczy dopiero po stracie, co? Na wsi było bosko, bo sarny, przestrzeń, zachody słońca i łatwiej zaparkować czołg, ale dopiero po przyjeździe do Wawy, rozpakowaniu szpilek i otrzepaniu zaschniętego błota z wszystkości, odetchnęłam i poczułam się U SIEBIE. Sklepy są obok. Wiecznie otwarte. Z winem. I hummusem. A z warzyw … [Read more…]

Raz, dwa, trzy – próba mikrofonu!

Otóż udało się. Jolka jest przeniesiona. Psychicznie, fizycznie i blogowo jestem na nowym. Wszystkiego było żal, ale z wyrzucaniem, czy zostawianiem za plecami to jest chyba tak, że najtrudniej jest to zrobić. Najtrudniej zebrać do kupy, zgnieść w kulkę i wywalić. Albo pogodzić się z faktem, że ktoś tak z tobą i twoim losem robi. … [Read more…]