Kerstdiner, czyli Wigilia z majonezem

W Holandii nie ma takiego szału świątecznego, jak w Polsce. I chyba jeszcze nie udało mi się nikomu tutaj wytłumaczyć bezsprzecznego absurdu polskiej Wigilii. – No tak, w Polsce obchodzimy Wigilię BN i jemy wtedy 12 dań. – O rany, a kto tyle może zmieścić?!? – Nikt. No może nikt prócz wujka Zenka. Ale te … [Read more…]

Korale koloru koralowego

Całkiem niedawno odkryłam (przy pomocy osób trzecich), że jestem control freakiem.  Strasznie się denerwuję, jak nie jestem „on top of things”, albo gdy nie wiem gdzie jest mój telefon, gdzie postawiłam kieliszek z winem, albo kiedy będą dostarczone moje nowe buty. No przecież muszę to wiedzieć, bo muszę planować, znać swoje opcje i kierować swoim … [Read more…]

W świątecznym swetrze

Dzisiaj w mojej ukochanej pracy obchodzimy dzień brzydkiego świątecznego swetra. Zbudowano nam piękny świąteczny rynek, jest grzane wino, czekolada i BBQ. Renifery, choinki, sztuczny śnieg – ekologiczny, z mąki ziemniaczanej, takie śnieżne prażynki 🙂 Koledzy  musieli mnie trzymać,  żebym się w nim nie wytarzała, no ale co ja poradzę, skoro pachnie jak świeżutkie chipsy… 😉 BTW, … [Read more…]

Nie chwal dnia przed ostatnim komunikatem

W swojej przedziwnie powykręcanej ścieżce kariery miałam dość egzotyczny (ale też jaki zajebisty!) przystanek związany z show-biznesem. To było tuż po tym, jak wygrzebywałam się z czeluści żałoby i bagna rozczarowań. Więc cała poraniona i niezwykle smutna trafiłam w środek tego pozłacanego świata gwiazd i gwiazdek, paparazzi, fleszy aparatów, czerwonych dywanów i imprez. No klasycznie, … [Read more…]

Efekt kozy

Jest taki bardzo stary dowcip o Rabinie i kozie. Znacie. Mosze narzekał na brak miejsca w domu, bo dzieci, żona, teściowie, babcia, ciasno, głośno i śmierdzi. Rabin polecił mu dokwaterować do tego cyrku jeszcze kozę. Koza jakby nie pomogła, było ciaśniej, głośniej i mniej świeżo. Mosze wrócił do Rabina zanosząc się płaczem, że jego rada … [Read more…]

Niespodzianki

Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji. Nikt się też nie spodziewał kolejnego wpisu. Myślę, że ciężar gatunkowy jest podobny 😉 Bo dzisiaj o niespodziankach. Gdyż całkiem niespodziewanie, doprawdy całkiem WTEM 😉 wydarzyło się kilka niespodzianek. Moje życie to w ogóle jedna wielka niespodzianka. Tata mi zawsze mówił, że wszystko przez to, że mam pamięć ryby … [Read more…]

Niewyuczalna ja

Nauczyłam się w życiu kilku rzeczy. Zaczęłam raczej standardowo od pełzania i gadania, ale potem dość nieortodoksyjnie pojęłam tajniki LUTOWANIA (tak – cyna, lutownica, rozwalające się wtyczki i kable, poparzone palce, gdyż jolanta pragnęła używać internetu, zanim ten stał się popularny i go tak nazwano), złożyłam też z części swój pierwszy komputer, bo nikt mi … [Read more…]

Z dedykacją

Jest taka stara, złota zasada – Piłeś, nie pisz. Bardzo chciałabym nauczyć się jej przestrzegać… 😉 No to lecimy. Jakąś niepoliczalną liczbę lat temu całkiem przypadkiem wpadłam na klip, który poruszył mnie do kości. Czyli grubo, bo nigdy do chudzielców nie należałam 😉 W każdym razie piosenka i wokaliści zostali ze mną już na zawsze, … [Read more…]

Stabilny chaos

A im więcej chciałabym napisać, tym bardziej nie mam czasu. Aaaale, ponieważ wysyłacie mi wiadomości z pytaniami, czy żyję i czy wszystko w porządku, to się oto właśnie zmobilizowałam i taaa-daa PISZĘ. Swoją drogą, to naprawdę wspaniałe mieć dookoła siebie ludzi, którzy się o mnie martwią i zauważają, że mnie nie ma. Bo owszem, mój … [Read more…]

przychodzi baba do lekarza

Otóż nadejszła wiekopomna chwila i Jolanta wybrała się do niderlandzkiego lekarza. WRESZCIE. Przez całe 15 miesiecy, czyli odkąd mieszkam w NL nie zachorowałam ani razu, młody też jakoś nie. Mimo biegania boso po ulicy, niezakładania butów, czapki, szalika i kalesonów 😉 Raz już próbowałam się umówić do ginekologa, nie? Wtedy w recepcji, bardzo głośno, pani wielce … [Read more…]