Warszawo, tęskniłam!

Jak to się docenia różne rzeczy dopiero po stracie, co? Na wsi było bosko, bo sarny, przestrzeń, zachody słońca i łatwiej zaparkować czołg, ale dopiero po przyjeździe do Wawy, rozpakowaniu szpilek i otrzepaniu zaschniętego błota z wszystkości, odetchnęłam i poczułam się U SIEBIE. Sklepy są obok. Wiecznie otwarte. Z winem. I hummusem. A z warzyw … [Read more…]

Raz, dwa, trzy – próba mikrofonu!

Otóż udało się. Jolka jest przeniesiona. Psychicznie, fizycznie i blogowo jestem na nowym. Wszystkiego było żal, ale z wyrzucaniem, czy zostawianiem za plecami to jest chyba tak, że najtrudniej jest to zrobić. Najtrudniej zebrać do kupy, zgnieść w kulkę i wywalić. Albo pogodzić się z faktem, że ktoś tak z tobą i twoim losem robi. … [Read more…]